samedi 8 juillet 2017

Sentymentalne podróże.

Należę do tej grupy osób, które oglądają filmy i seriale po kilka razy oraz wracają często do ulubionych książek. Dodatkowo, jeśli oczywiście fundusze mi na to pozwalają, lubię chodzić do teatru na ten sam spektakl, ale to już możemy podciągnąć pod zboczenie zawodowe. 

I tak mówi się, że spektakl powinno się oglądać 3 razy: pierwszy raz ogólnie, drugi raz obserwując tych, co mówią, a trzeci raz skupiając się na tych aktorach, którzy pozostają niemi w zależności od sceny. W ten sposób mamy pełen pogląd na dany spektakl. Jest w tym pewna metoda, która sprawdza się również przy książkach i filmach. Ja osobiście nie jestem w stanie wyłapać wszystkich niuansów czy to akcji czy scenografii, czy nawet w grze aktorów/zachowaniu postaci za pierwszym razem. Nie oznacza to oczywiście, że każdą książkę czytam dwa razy i każdy film czy serial oglądam dwa razy. Nie... tylko te, które mi się podobają i do których mam ochotę wrócić. Lubię na nowo odwiedzać bohaterów, których polubiłam. Łatwiej jest mi wrócić do filmów oraz seriali, co się rozumie samo przez się. Książki, mimo że je kocham ponad wszystkie, zabierają więcej czasu, a biorąc pod uwagę to z jaką prędkością moja lista książek do przeczytania się wydłuża, to tym ciężej jest mi wracać do ulubionych powieści. 

Wśród moich niezastąpionych pozycji znajdują się, między innymi: "Rubio" Williama Whartona, do którego wracam co rok, "Niebieski Rower" Regine Deforges, "Romeo i Julia" Shakespeare'a, wodewile Georgesa Feydeau. Jeśli chodzi o filmy to jest ich więcej, np. Mamma Mia, La La Land (co za niespodzianka ;) ), Przeminęło z wiatrem (książka jest trochę za długa), Burleska, Moulin Rouge, Kabaret, Co się wydarzyło w Madison County czy francuskie komedie z Dany Boonem. Z seriali to tylko Dr House, Mała Brytania i Dexter, chociaż pewnie niedługo dołączy do tego grona Gra o Tron. To wszystko biją jednak na głowę spektakle Teatru Studio Buffo, w którym byłam częstym gościem 10 lat temu. Właściwie to stałym gościem. Musical Metro widziałam dobre 10 razy na żywo i pewnie tyle samo, jak nie więcej, na nagraniu z 1994 roku. 

Kiedyś wspominałam o tym, że lubię spacerować po Paryżu i po Warszawie śladami bohaterów książek, które kiedyś przeczytałam. Ta pasja rozwinęła się u mnie stosunkowo późno, więc nie miałam jeszcze okazji przeprowadzić zbyt wielu spacerów po Warszawie - póki co zadowalałam się "Lalką" Prusa i wzmiankami o Warszawie w książce-reportażu "Dzieciństwo i wojna". Inaczej sprawa ma się w Paryżu, po którym regularnie przemieszczam się mając w głowie, którąś ze znanych mi historii i konkretnego bohatera. I tak szłam już śladami "Nędzników" Victora Hugo, "Spóźnionych kochanków" Williama Whartona czy Lei z "Niebieskiego roweru" Regine Deforges. Te podróże w czasie są dla mnie niezwykłą odskocznią. Przyznaję jednak, że mam bardzo żywą wyobraźnię, więc zazwyczaj, kiedy jestem na ulicy lub przed budynkiem, który znam z książki, nie mam problemów by odtworzyć w sposób prawie że namacalny scenę, którą opisywał autor. 

Rozumiem jednak, że nie wszyscy lubią takie sentymentalne powroty i podróże. Uważam jednak, że są filmy i książki, które należy przeczytać więcej niż raz. Nie dlatego, że mają jakąś wielką wartość czy coś. Po prostu nasze postrzeganie świata się zmienia, ilość doświadczeń... Jak to mówią: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - i tyczy się to również książek i filmów. Oczywiście to, do jakich książek lub filmów powinniśmy wrócić zależy od nas. Dla mnie ciekawą podróżą okazał się powrót do filmu "Niebo nad Paryżem". Pierwszy raz obejrzałam ten film w 2008 roku w kinie. Oczywiście byłam nim zachwycona, bo widziałam Paryż przez różowe okulary osoby, która nigdy w tym mieście nie była. Potem oglądałam ten film jeszcze kilkakrotnie przed przeprowadzką do Paryża. Jednak dopiero niedawno, pokazując ten film znajomemu, odkryłam go na nowo. W końcu Paryż nie jest mi już tak obcy i nie patrzę na niego przez różowe okulary (no może trochę ;)). Zupełnie inaczej odebrałam ten film patrząc na znajome mi miejsca - w końcu udało mi się w pełni skupić na postaciach. Po 9 latach!

Innym tego typu filmem, który odkryłam na nowo jest "Zakochany Paryż". Za pierwszym razem, kilka lat temu, nie do końca udało mi się zrozumieć ten film. Fabuła jest niby prosta - 20 dzielnic Paryża, a każda opowiada o innej miłości. Dopiero teraz, kiedy znam Paryż, każdą z jego dzielnic, ich charakterystyczne cechy, miejsca, które sama odwiedziłam i mieszkańców, których można tam spotkać ten film zaczął do mnie przemawiać. 


A Wy macie jakieś filmy lub książki, do których wracacie? Czy Wasze postrzeganie tych historii zmieniło się z czasem?