samedi 29 mars 2014

Podkład? A po co?

Lubię oglądać kanały kosmetyczne na youtube i niestety uległam wielu rzeczom, zabiegom itd. tam reklamowanych. Taką zachcianką był też podkład do twarzy.

Podkład na twarzy miałam w swoim życiu może 10 razy. Bo nigdy nie potrafiłam go sobie dobrać. Poza tym mam cerę mieszaną w stronę tłustej, więc drogeryjne podkłady mnie zapychały. Zrezygnowałam z podkładu, malowałam się jak chciałam... Aż przyszedł moment kiedy pokochałam czerwone szminki. I pojawił się problem, bo guru makijażowe grzmią, że trzeba mieć perfekcyjną cerę żeby nałożyć czerwoną szminkę. W ten sposób zainwestowałam w podkład Urban Decay Naked Skin za całe 34€. Podkład jest świetny. Nie mam do niego zastrzeżeń. Problem polega na tym, że moja skóra o wiele lepiej się czuje bez podkładu. I o wiele lepiej wygląda.
Znajomi widząc mnie w pełni umalowaną pytali mnie: Po co Ci ta tapeta? Masz świetną skórę.
Przyglądając się sobie dzisiaj w świetle dziennym stwierdziłam to samo. Po co mi to skoro moja skóra dobrze wygląda bez podkładu i dobrze wygląda w czerwonej szmince. Po co mam słuchać jakiejś babki, która musi mieć chyba sporo kompleksów żeby codziennie walić na twarz miliard warstw podczas, gdy jej skóra wygląda zdrowo?
Owszem... Tuszuję jakieś tam zaczerwienienia, ale tylko puntkowo. No to po co mi podkład?

lundi 17 mars 2014

Biblioteczka teatralno-językowa.

Jak już kiedyś pisałam, pierwszą rzeczą na jaką zwracam uwagę będąc u kogoś, to książki. Kiedy podpisywałam umowę wynajmu rok temu, oczywistym dla mnie było, że będę miała mebel, gdzie poustawiam książki i będzie to jeden z najważniejszych mebli w domu. Swoją drogą był to też jeden z pierwszych mebli jakie kupiłam.
Za biblioteczkę służy mi regał Expedit z Ikei z czterema komórkami, za który zapłaciłam 25€, a który w Polsce kosztuje 150zł.

Dzisiaj przedstawię Wam dokładną zawartość dwóch komórek mojej biblioteczki: teatralną i językową.

Komórka teatralna.
A więc od lewej:

Specjalne wydanie Gali na temat rodzin krolewskih w Europie... Mało teatralne. ;)
Słownik Wiedzy o Teatrze. Dostałam go z 6 lat temu na Mikołajki w szkole. Dosyć przydatny kiedy potrzebuję jakichś definiji, dobrze ilustrowany, ale ciężko się po nim poruszać.
Zeszyt...
Le Solfège pour les nuls i Le Chant pour les nuls. Dostałam na urodziny w ubiegłym roku. Nigdy nie używałam i chyba jednak nie przepadam za tą serią.
L'amour dure trois ans. Kupiłam kiedyś i nie przeczytałam jeszcze.
Grammaire de diction française. Bardzo przydatna książka. Nie tylko dla aktorów, ale ogólnie też dla obcokrajowców. Wszystkie aspekty poprawnej wymowy i intonaji tekstu są w niej zawarte.
Le Cid Corneille. Pracowałam kiedyś nad monologiem z Cyda. Poza tym nigdy nie wiadomo kiedy się przyda na studiach... Lubię tę sztukę oraz jej adaptację w Teatrze Nord-Ouest.
Rhinocéros Ionesco. Miałam pracować nad tym, ale nie wyszło. Nie jestem fanką Ionesco, ale sztuka jest znośna jeśli czyta się ją jako intepretację powstawania państwa totalitarnego.
Roberto Zucco Koltes. Sentyment, bo to pierwsza francuska sztuka, w której zagrałam. Historia jest interesująca, więc warto zapoznać się z nią bliżej.
Les deux vies de Romy Schneider. Biografia Romy Schneider, o której pisałam rok temu. Warta polecenia.
Othello, Romeo et Juliette, Le Songe d'une nuit d’été, Richard III Shakespeare'a. Lubię Shakespeare'a, no. ;) Ze wszystkich czterech sztuk, które posiadam najbardziej lubię Romeo et Juliette, a tak poza tym to szukam ładnego wydania Mackbeta i Hamleta.
L’école des femmes Molière. Bo mam pracę semestralną do napisania w oparciu o spektakl w reżyserii Jacquesa Lasalle w Teatrze Polskim w Warszawie. Normalnie nie lubię Moliera czytać. Wolę oglądać.
Georges Feydeau. Czyli zbiór sztuk Feydeau w dwóch tomach i zdecydowanie najdroższe książki w kolekcji (każda kosztowała 25€). Normalnie kupuję raczej kieszonkowe wydania książek. Kocham Feydeau za jego rytm i quiproquo.
Płyta i program z Cabaret. No a jak!

Na zdjęciu brakuje jeszcze Manque Sarah Kane, ale ta sztuka podróżuje w mojej torbie, ponieważ ją czytam. Jest dosyć specyficzna... Tyle na razie...


Komórka językowa.

W tle 5-tomowy słownik polsko-francuski Wiedzy Powszechnej. Bardzo przydatny w szukaniu jakichś zagwostek językowych.
Petit Robert 2011. Mogłabym się go pozbyć, bo mam Roberta na biurku w pracy, ale ten sentyment...
Na słownikach, dwie książki do hiszpańskiego. Pierwsza od góry, której nie pamiętam tytułu to poziom B1/B2 (całkiem ok), ta pod spodem to ćwiczenia dla tutejszych gimnazjalistów z Don Quijotem, poziom A1.

No i od lewej:
Słownik obrazkowy Pons, hiszpański i francuski. Nie lubię wydawnictwa Pons. Jest po prostu kiepskie moim zdaniem i najlepszą rzeczą jaka im się udała to słowniki obrazkowe. Niemniej jednak, używam ich tylko kiedy muszę kupić jakaś specjalistyczną część czegoś i nie wiem jak się nazywa, albo kiedy pragnę zapoznać się bliżej z anatomią człowieka lub kota. Kupiłam obydwa w szale kupownia słowników i niewiele ich używam.
Larousse Espagnol-Français i na odwrót. Słowniki Larousse są najlepszymi słownikami pod słońcem i bardzo żałuję, że słowniki polsko-francuskie tego wydawnictwa przestały istnieć zanim poszłam na romanistykę i musiałam zadowolić się wiedzą powszechną.
Je parle espagnol comme une cochonne. Kiedyś były takie książki Francuski (lub inny język) bez cenzury wydawnictwa Berlitz. Bardzo lubiłam tę książkę za jej przejrzystość. Tę używam rzadko, no i zawiera błędy.
Grammaire i vocabulaire espagnol. Pisałam już o tych książkach. O ile gramatyka jest ok, o tyle słownictwo... bof... Przydaje się jak muszę coś powtórzyć. Na razie nie korzystam z nich za dużo, ale przypuszczam, że pójdą w ruch kiedy będę się przygotowywać do DELE C1 z hiszpańskiego.
Le lexique espagnol pour les nuls. Podstawowe słownictwo. Przydatne dla początkujących.
Czasowniki i idiomy. Książki do hiszpańskiego z idiomami i odmianami czasowników. Całkiem ok. W Polsce zostawiłam jeszcze korespondenję, bo nie widziałam sensu żeby ją brać.
Francuski słownik pułapek językowych. Ten słownik powinien mieć tę samą reputację co Petit Robert. Wielokrotnie pomógł mi uniknąć spolszczeń i poprawił jakość pism urzędowych.
Język Franuski R. Somli-Dombrowskiej. To z kolei must have dla osób, które przygotowują się do matury rozszerzonej. Świetnie tłumaczy najbardziej pokręcone zagadnienia gramatyczne.
Précis de la phonétique française. Przytargałam to z Polski razem z innymi materiałami. A nóż się przyda. Używałam tę książkę na I roku studiów.
Espanol en marcha nivel A1. Miałam tę książkę w pierwszym roku nauki hiszpańskiego. Taka sobie...
Prisma Progresa B1. Podręcznik z ubiegłego semestru. Dobrze tłumaczy gramatykę i tyle... Nie lubię szkolnych podręczników w ogóle...

I to by było na tyle.

Jako aktualizację dodam, że mój poziom francuskiego to C2 i zastanawiam się nad udowodnieniem tego na DALFie C2. Jeśli zaś chodzi o hiszpański to mój obeny poziom to B2, ale zajęcia mam na poziomie B1 w celu utrwalenia. Zamierzam zdać egzamin DELE na poziomie C1 za jakiś rok.

dimanche 16 mars 2014

Quoi de neuf?

Dawno nie pisałam, więc postaram się streścić te półtora miesiąca w zdjęciach.

27 stycznia skończyłam 24 lata i zbliżając się do mojego ćwierćwiecza mam coraz więcej refleksji życiowych. Panikuję też przed 30, ale cieszę się, że moje życie wygląda tak jak wygląda i mogę spełniać marzenia. Sąsiedztwo w Pierrefitte też się zmieniło i teraz mam wokół siebie samych Polaków. Dobrze się z tym czuję, ponieważ sobie pomagamy.


Nigdy nie przepadałam za grami komputerowymi (z wyjątkiem Simsów), dopóki nie trafiłam na Fable II. Historia tak mnie wciągnęła, że zdarzało mi się siedzieć do 4 nad ranem przed telewizorem. Niedługo potem kupiłam Fable III i też poświęciłam kilka wieczorów na tę grę.


13 lutego zagrałam ostatni raz w Les Perses. Ostatnie spektakle są smutne, ale to nie koniec mojej przygody z Teatrem Nord-Ouest. Wznowienie Les Perses jest przewidziane na wrzesień 2014.


W pierwszych podrygach wiosny wzięło mnie na gotowanie, więc spędzałam godziny na robieniu krokietów. Za każdym razem wychodziły świetnie.




Flo jest ze mną już 7 miesięcy. I przeżył swoją pierwszą kąpiel.


Znalazłam idealnego fryzjera! Salon Coiff & Rock, 53 rue Monge, 5 dzielnica. Za strzyżenie z czesaniem zapłaciłam 35€ i niedlugo wybieram się na farbowanie.


Praca nad Nuit Bouffe wre na nowo. Spędziłam 2 godziny z Laurent nad poprawiam scenariusza.





Zdecydowałam się zainwestować w kilka kosmetyków. I tak na mojej toaletce gości podkład Urban Decay Naked Skin w kolorze 0,5. Uważam, że jest genialny. Szminka M.A.C. w kolorze Russian Red, która jest mniej genialna niż podkład, ale nie narzekam. Róż M.A.C. Frankly Scarlet, którego jeszcze nie używałam oraz słynne Meteoryty Guerlain. W ogóle muszę napisać, że butik Guerlain na Champs Elysées to jak sklep z cukierkami czy zabawkami. W dodatku obsługa jest bardzo miła i pomocna, czego nie mogę powiedzieć niestety o obsłudze w Sephorze na Champs Elysées i Les Halles, oraz w butiku M.A.C. przy Les Halles.
O moje paznokie dba zestaw z Sally Hansen, który w mgnieniu oka doprowadził moje skórki do idealnego stanu.


W Paryżu mamy wiosnę. Ok. 20 stopni i słoneczko.


W Teatrze Nord-Ouest pracuję obecnie przy projekcie Ailleurs jako régisseur i niedługo będę pełniła tą samą funkcję przy spektaklu Le Roman de Renard.



W tym tygodniu w moim domu zamieszkał nowy lokator. Kot podobny do kota norweskiego kręcił się od kilku dni po ogrodzie sąsiadów oraz po ścieżce do tramwaju. Był całkowicie oswojony i wyglądał jak 7 nieszczęść. Weterynarz powiedział mi, że ma trochę ponad rok. Był cały zapchlony, miał gorączkę i gastro. Teraz dochodzi do siebie, poznaje swój nowy dom i bardzo polubił się z Flo. Nazwałam go Etoile.